Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kim Hyun Joong. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kim Hyun Joong. Pokaż wszystkie posty

piątek, 6 marca 2015

Epilog

To już koniec... Dziękuje wszystkim za komentarze i opinie. Do Widzenia! 



- Nat, ja umieram… - Jęknęła Klaudia, a jej ciałem ponownie wstrząsnął dreszcz. – Dlaczego akurat musiałam urodzić się kobietą?!
            Właśnie dzisiaj był dzień, w którym Klaudia oraz Ian, mieli złożyć sobie przysięgę małżeńską. Przyjaciółka wyglądała wspaniale w białej sukni ślubnej i długim welonie opadającym na jej plecy. Szczerze zazdrościłam jej tego dnia, a raczej tej sukni i figury, którą miała. Pewnie jak dojdzie do mojego ślubu, moja ledwo dostrzegalna ciąża, stanie się już widoczna.
Ceremonia miała zacząć się już za chwilę, jednak nie sądziłam by wszystko odbyło się o określonej na zaproszeniach godzinie. Z przyjaciółką byłyśmy uwięzione w toalecie. Początkowo myślałam, że dopadł ją stres z powodu ślubu, lecz prawda była zupełnie inna…
- Ten skurwiały Ian, zrobił mi to specjalnie! – Syknęła przyjaciółka i ponownie nachyliła się nad muszlą. – Niech no tylko zostanę jego żoną… Nie zazna spokoju!
- Przestań tak mówić. – Powiedziałam spokojnie, poklepując ją po plecach, drugą z dłoni podając jej chusteczkę. – Przecież sama chciałaś tego ślubu.
            Przyjaciółka prychnęła pod nosem, tłumacząc, że nie o ślub tu chodzi. Zdumiona, przyjrzałam się jej zielonkawej twarzy i miałam pewne podejrzenia. Nie chciałam jednak jej o tym mówić, by jej nie denerwować.
- Dzieciaka mi zmajstrował! – Jęknęła, przeklinając pod nosem i po raz kolejny zwracając zawartość swojego żołądka. Podniosła głowę i wytarła usta w chusteczkę. – Niech no go tylko dorwę w swoje ręce…
         A więc jechałyśmy na tym samym wózku. Istotną różnice jednak robiło to, że nie powiedziałam przyjaciółce o ciąży, ustalając z Hyunem, że będzie to jej ślubny prezent od nas. Ian zapewne jeszcze nie wiedział o jej błogosławionym stanie i nie chciałabym być w jego skórze, gdy przyjaciółka będzie mu o tym mówić. Ba! Nie chciałabym zbliżać do nich nawet o kilometr.
- Co ty gadasz?! – Krzyknęłam, chcąc przemówić jej w ten sposób do rozumu, jednak ta uparcie, nie chciała dać się przekonać. - To jest fantastyczna wiadomość!
- Dziecko to fantastyczna wiadomość?! Drze się, nie da spać w nocy i… - Zaczerpnęła mocno powietrza, jakby brakło jej go w płucach i wytrzeszczając oczy chwyciła się za piersi. -  Jak będę wyglądały moje cycki?!
            No właśnie! Rozważyłam to samo, co przyjaciółka i powtórzyłam jej gest łapiąc się za piersi. Nie chciałam by stały się obwisłe i niekształtne!
- Ja umrę Nat!
            Głupia uwaga przyjaciółki i jej szloch, wyrwały mnie z zamyślenia o piersiach. Oparłam dłonie na biodrach i nabrałam powietrza, jakbym w ten sposób mogła, wciągnąć z okolicy siłę potrzebną mi do przekonania przyjaciółki, że to nie jest taka zła wiadomość.
- Daj spokój ciąża to nie jest wyrok śmierci! Od tego się nie umiera!
Klaudia uniosła swe zapłakane oczy i przyjrzała się mi dokładniej. Prychnęła pod nosem dając mi do zrozumienia, że nie uwierzyła moim słowom.
- Gówno wiesz! Ty nie jesteś w ciąży, więc nie wiesz, o czym mówię! To ja noszę w sobie pasożyta!
            Właśnie, że wiem… A chuj strzelił naszą niespodziankę! Musiałam powiedzieć przyjaciółce, że znajdowałam się w tej samej sytuacji, a właściwie to w gorszej, ponieważ z pewnością urodzę wcześniej. Nie wprowadzając na pole bitwy tej karty, z pewnością przegrałabym z jej argumentami.
- Właśnie, że wiem…
            Bez zbędnych uników, opowiedziałam jej o swojej ciąży, ukrywając tylko jeden, ciekawy fakt na jej temat. Myślałam, że to jakoś pocieszy koleżankę, jednak ta pogrążyła się w jeszcze większej panice i zaczęła lamentować także i nad mym stanem.
- No ładnie! Teraz obie umieramy!
            Pomimo, że kochałam ją jak siostrę, miałam już jej kompletnie dość. Podeszłam do niej chwytając ja oburącz za ramiona i potrząsając. Koniec tego użalania się nad sobą!
- Klaudia… - Zaczęłam spokojnie, patrząc jej prosto w oczy. - Właśnie tam, za tymi drzwiami czeka na ciebie Ian, osoba, która kocha cię nad życie, a ty siedzisz tu zamiast iść tam i założyć na niego sidła?
            Sidła? Kompletnie nie wiem, dlaczego powiedziałam to w taki sposób, Klaudia jednak chyba zrozumiała tą metaforę, gdyż przestała płakać i ocierając twarz ręcznikiem, podniosła się z podłogi.
- Miałaś na myśli obrączkę, tak? – Spytała uśmiechając się szatańsko, tak jakby nagle wszystko było w porządku. Wyciągnęła z torebki, małą kosmetyczkę i poprawiła rozmazany płaczem makijaż. Po kilku minutach była już gotowa, a po jej niedawnym załamaniu nie było śladu. - Dobra idziemy!
            Wyszłyśmy z łazienki i skierowałyśmy się korytarzem do sali, w którym miał być udzielany ślub. Po drodze napotkałyśmy Hyun Joong, zapewne wysłanego przez niecierpliwiącego się pana młodego.
- Wszystko w porządku? – Spytał, gdy tylko podszedł bliżej.
            Klaudia jakby w ogóle go nie zauważając, sunęła dalej, podśpiewując pod nosem wesołą piosenkę. Hyun spojrzał na mnie pytająco. Zapatrzyłam się na jego sylwetkę. Nigdy jeszcze nie widziałam go w garniturze i szczerze żałowałam, że nie nosi go na co dzień. W ciemnym, wizytowym ubraniu, wyglądał doskonale i bardzo seksownie.
- Klaudia miała małą niespodziankę.
- Powiedziałaś jej o bliźniakach?
            Zaśmiałam się, widząc zawiedzenie w jego oczach. To był jego pomysł, by odłożyć moment powiedzenia przyjaciółce o ciąży na dzień ślub, ponieważ twierdził, że Klaudia dostanie zawału, gdy się o tym dowie.
- Nie, powiedziałam jej o ciąży. – Zapewniłam go i zbliżając usta do jego wag, pocałowałam je chcąc jak najszybciej znaleźć się w domu, by rozebrać go z tego garniaczka. - Bliźniaki będą naszym słodkim prezentem dla tych zakochanych głupców…
            Hyun odwzajemnił moje pocałunki, doprowadzając moje zmysły do wrzenia, wsuwając pomiędzy wargi, swój język. Oderwaliśmy się od siebie, słysząc pianistę grającego już marsz weselny.
- Poza tym Klaudia sama przed chwilą się dowiedziała, że nosi pod sercem jak to określiła… - Zawahałam się na chwilę, przypominając sobie dokładne określenie, którym przyjaciółka określiła nowe życie, które nosiła. - Pasożyta.
- Biedny Ian, nie będzie miał z nią łatwego życia…
            To powiedziawszy, przytulił mnie do swojego boku i razem ruszyliśmy po czerwonym dywanie, zastanawiając się nad imionami dla naszych dzieci…



 The End

czwartek, 5 marca 2015

Rozdział 30


- Przepraszam! – Krzyknęłam, po raz setny dzisiaj, potrącając w terminalu kolejną osobę. Zaślepiona żądzą odnalezienia Hyun Joong i udaremnienia mu wyjechania, potrącałam ludzi, nie patrząc w ogóle gdzie idę. Parłam do przodu, obserwując tablice z wyświetlającymi się najbliższymi lotami. – Hyun, gdzie jesteś?
Mijałam właśnie bramkę odlotów do Francji, kiedy kilka metrów przede mną pojawiła się wysoka postać w skórzanej kurtce, ciągnąca za sobą walizkę. Mężczyzna do złudzenia przypominał Hyuna.
- Hyun! – Krzyknęłam, biegnąc co sił w nogach, dlaczego moje życie, akurat w tej chwili, przypominało brazylijską telenowele?! – Hyun Joong!
Chciałam krzyknąć: Kocham cię!, Wykrzyczeć to wszystkim, obecnym na lotnisku. Dopadłam w końcu mężczyznę, który nie reagował na moje wołania, co jeszcze upewniło mnie w tym, że musiał to być Koreańczyk.
- Hyun, do cholery! – Wrzasnęłam, pociągając faceta za ramię, Ten odwrócił twarz, a mnie zrobiło się głupio. Mimo, że przypominał Hyuna od tyłu, przód całkowicie mieli inny. Mężczyzna spojrzał na mnie z zainteresowaniem i wypowiedział kilka słów w obcym mi języku. Zmarszczyłam brwi, zastanawiając się co zrobić. Czyżby koleś mówił po włosku? – Scusa!
Mężczyzna krzyknął coś jeszcze, jednak ja uciekłam nie chcąc się wdawać w pogawędki z Włochem. Takim to tylko jedno w głowach, a ja nie miałam czasu. Musiałam jakoś zatrzymać samolot, w którym z pewnością znajdował się już Hyun Joong.
- Pasażerowie lecący do Seulu, proszeni są niezwłocznie o stawienie przy bramce nr.18!
            To ja! Znaczy nie ja, tylko Hyun! Przyśpieszyłam, gdy zdałam sobie sprawę, że jestem przy bramce ósmej. Do odlotu zostało, zaledwie kilka minut. To i tak cud, że udało mi się wykupić w ostatniej chwili bilet na ten samolot. Podobno jakiś pasażer zrezygnował i stąd miałam wolny bilet.
- Przepraszam, nie może pani… - Jęknęła pracownica lotniska, kiedy wreszcie udało mi się dotrzeć pod odpowiednią bramkę.
- Jak to nie mogę?! – Wrzasnęłam na Bogu ducha winną kobietę i wręczyłam jej swój bilet. – Mam bilet na ten samolot!
            Dziewczyna zaczęła się jąkać, a ja nie zważając na jej protesty wyrwałam się do przodu i chwyciłam za klamkę do tunelu. Ucieszona miałam już puścić się biegiem, gdy nagle poczułam w pasie czyjeś duże dłonie. Krzyknęłam przerażona, gdy uniosłam się o metr w górę.
- Puść mnie ty gorylu! – Krzyknęłam na ochroniarza, wielkości dinozaura, który uniósł mnie jakbym ważyła nie więcej niż kilogram. Zaczęłam dłońmi okładać jego ramiona i wszystkie inne części jego ciała, do których miałam dostęp. Nieświadomie zmieniłam język i nie szczędziłam mężczyźnie, przekleństw. – Kurwa, puść mnie! Ochujeliście do reszty?!
- Proszę pani… – Powiedział spokojnie obiekt mych ciosów, stawiając mnie już na ziemi. Ruszyłam do przodu, lecz ponownie chwycił mnie za ramiona, potrząsając lekko. – Nie może pani już lecieć tym samolotem! Właśnie odlatuje!
            Ostatnie zdania wykrzyczał, jakby bojąc się, że mogę być głucha lub niespełna rozumu. O… Odleciał..? Przestałam się szamotać, a dłonie, którymi ściskałam jego koszule opadły bezwiednie. Podprowadził mnie do szyby ciągnącej się po całej ścianie i wskazał ruszającą właśnie maszynę.
- Za późno… - Jęknęłam, prawie przyciskając się do szyby terminalu, obserwując odlatujący właśnie samolot. Zacisnęłam pięści, a w moich uszach ciągle rozbrzmiewało na nowo zdanie, które wypowiedziałam. – Kurwa!
- Bardzo mi przykro… - Powiedział mężczyzna i odszedł, gdy machłam mu ręką, prosząc by sobie poszedł.
Nie przejmowałam się w tej chwili, ludźmi obecnymi w poczekalni. Miałam ochotę zabić wszystkich, wybić pół angielskiego narodu, by tylko Hyun Joong wrócił. Bezsilnie upadłam na kolana, a z moich oczu pociekły długo hamowane łzy.
- Nic ci nie jest dziecko?
            Podniosłam zapłakaną twarz i ujrzałam, że niska, starsza kobieta, odziana w strój stewardesy, ta sama, która starała się mnie zatrzymać, pochyla się nade mną. Pokiwałam głową i musiałam mocno przygryźć wargę, by nie rzucić się w jej ramiona. Niestety słone krople wcale nie miały zamiaru przestać cieknąć po mych policzkach. Ta nagle, przytuliła mnie do siebie i chwytając mocno za ramiona, poprowadziła do rzędu krzeseł. Pchnęła mnie na jedno z nich i ku mojemu zdziwieniu nie odeszła, lecz zajęła sąsiednie siedzenie.
- Nie płacz… - Jęknęła, gładząc dłonią moje włosy. – Będzie następny samolot…
- Nie będzie! – Krzyknęłam, rozklejając się jeszcze bardziej. Nigdy bym nie przypuszczała, że moje serce odczuje tak wielki ból, po stracie ukochanego. Oczywiście nie wiedziałam na jak długo Hyun Joong wyjechał, lecz byłam pewna, że po powrocie już nic nie będzie takie same. O ile w ogóle miał zamiar wrócić… - Hyun już nie wróci!
            Nie zwracając uwagi na zatrzymujących się przy mnie ludziach, zaczęłam opowiadać kobiecie o wszystkim. Nie wiem skąd wzięłam aż tyle odwagi, by rozklejać się przed zupełnie nieznajomą osobą. A może właśnie świadomość tego, że kobieta jest mi obca popchnęła mnie do tego. Całkowicie się otworzyłam, a słowa wylewały się z głębi mojej duszy. Opisałam jej dosłownie wszystko, całą historię znajomości z ukochanym, nie pomijałam niczego. Nie oczekiwałam, że kobieta pochwali mnie, zbeszta czy udzieli jakiejś rady. Najbardziej zależało mi na tym, by wyrzucić z siebie wszystkie smutki.
            Kończyłam właśnie swoją opowieść i ocierałam ostatnie łzy, kiedy poczułam na kolanie dotyk ciepłej dłoni. Podniosłam oczy i pisnęłam z przerażenia. Jak to dobrze, że siedziałam, ponieważ gdyby było inaczej na pewno leżałabym teraz jak długa, zdychając na białej posadzce lotniska.
            Widok, który rozciągnął się przed moimi oczyma, był zatrważający. Dostrzegłam ponad dwadzieścia par oczu, czujnie wpatrujących się w moją osobę. Przebiegłam wzrokiem zgromadzenie, nie wierząc czy to, aby dzieje się naprawdę. Bliżej moich kolan siedziały po turecku, trzy nastolatki, z twarzami równie smutnymi jak moja. Dalej starszy pan z widoczną siwizną we włosach, przytulający swą łkającą w mankiet żonę. Kilka stewardes, jeden pilot i kilkanaście kobiet, zajmujących licznie krzesełka wokół mnie.
Zaczerwieniłam się aż po cebulki włosów i podniosłam się chcąc uciec przed nieznajomymi, jednak powstrzymały mnie przed tym nastolatki, usadzając mnie na powrót na krześle.  
- Dlaczego o ciebie nie walczył?! – Jęknęła blondynka, uderzając otwartą dłonią w twardą podłogę. – Jest tchórzem!
Przebiegłam oczami po zgromadzonych osobach, które teraz czujnie patrzyli prosto na mnie, oczekując mojej odpowiedzi. Nawet pilot, który myślałam, że śpi łypał okiem, spod swojej ciemnej czapki. Wzięłam głęboki oddech, wyjaśniając nastolatkom, że to ja byłam winna i to ja okazałam się tchórzem, jednak te jakby w ogóle mnie nie słuchały.
- Lilith ma rację! – Żachnęła się kolejna nastolatka, podobna jak kropla wody do pierwszej, tylko że zamiast złotych splotów, miała ciemne kręcone loki. Domyśliłam się, że są siostrami. – Hyun powinien, rozmówić się z Williamem w męski sposób!
- Julia, życie Nat to nie telenowela!
Krzyknęła następna i wkrótce kłótnia, zaabsorbowała pozostałych zgromadzonych. Zamrugałam kilkakrotnie powiekami, obserwując całe zajście i rozmyślając jak uciec z tego kurnika. Miałam już wstać, kiedy stewardesa, uciszyła całe towarzystwo, przypominając im w jakim miejscu się znajdują.
- Jutro jest kolejny lot do Seulu. – Powiedziała kobieta, przytulając mnie do siebie, zniżyła głos, pewnie po ty, by nie usłyszały nas rozkrzyczane nastolatki. – Wyśpij się i przyjdź tu jutro. Podobno wszystkie miejsca są zarezerwowanie, ale wcisnę cię tam jakoś.
- Dziękuje… - Szepnęłam, ściskając serdecznie kobietę i ruszyłam się z miejsca. Robiąc kilka kroków zatrzymałam się i odwróciłam do kobiety. – Jestem Natalia!
- Wiem kochanie! – Krzyknęła, machając mi na pożegnanie. – Ja jestem Jade!
            Odmachując jej ruszyłam do domu, mając już w głowie ułożony plan…

* * *

            Wpadłam do mieszkania jak burza, biegając po wszystkich pokojach w poszukiwaniu przyjaciółki. Musiałam się koniecznie dowiedzieć, gdzie mam się udać, gdy wyląduje jutro w Korei, a niezbędne były mi do tego informację, które, jak sądziłam posiadała przyjaciółka. Parę dni temu, rozmawiała ze szwagierką Hyuna przez telefon, więc skoro wymieniły się numerami Klaudia z pewnością wiedziała, gdzie kobieta mieszka.
            Kiedy z żalem, stwierdziłam, że przyjaciółki nie ma udałam się do kuchni, chcąc zrobić sobie coś do picia. Wyciągałam właśnie colę z lodówki, kiedy kątem oka dojrzałam małą różową karteczkę przyklejoną do blatu. Klaudia miała dzisiaj mierzenie sukni ślubnej, czego dowiedziałam się oczywiście z kartki, która ta zostawiła.
Usiadłam chcąc się uspokoić, jednak nie potrafiłam tego zrobić. Musiałam na własną rękę ją odszukać, choćbym miała zjeździć cały Londyn i pytać każdego napotkanego w nim człowieka, czy nie zna kobiety.
              Właśnie narzucałam na siebie płaszcz i chwytałam torebkę, kiedy drzwi się otworzyły i do mieszkania weszła radosna Klaudia. Bez zbędnych ceregieli, chwyciłam przyjaciółkę za ramiona i przycisnęłam ją do wrót, które ta chwile temu zamknęła. 
- Gdzie mieszka Ha Rin?! – Krzyknęłam, spoglądając w jej przerażone, szeroko otwarte oczy. Szturchnęłam ją i ponowiłam pytanie po polsku. – Odpowiadaj do cholery, gdzie ją znajdę!
            Przyjaciółka wyrwała się z mego uściska i wzruszyła ramionami. Podeszła spokojnie do kanapy i rzuciła na nią swoją torebkę.
- Nie mam pojęcia. – Rzuciła od niechcenia, wyciągając telefon i włączając swoją ulubioną grę na komórce. Wyrwałam jej z dłoni aparat i schowałam za plecami. – Co do chuja?
- Posłuchaj ty… Przyjaciółko… - Zaczęłam siląc się na spokój, choć wiedziałam, że Klaudia się ze mną droczy. Sama byłam sobie winna i nie słuchałam jej rad, kiedy mówiła, żebym spotkała się z Hyun Joong. Teraz jednak byłam zdecydowana na wszystko. Miałam w nosie to co sobie pomyśli, lub od jakich mnie wyzwie, nie miałam czasu na zabawy w kotka i myszkę. – Wiem, że jestem totalną idiotką, która pozwoliła odejść mężczyźnie, którego kocha, ale właśnie mam plan jak go odzyskać i potrzebna mi jest do tego Ha Rin. Rozumiem, że jesteś na mnie zła, ale przeklinam cię, pomóż mi ją znaleźć, bo inaczej…
-  St. Joseph's na Macklin Street. – Wyszeptała, po czym uśmiechnęła się promiennie. – Ha Rin odbiera ze szkoły swojego syna. Niedawno z nią rozmawiałam.
            Przytuliłam przyjaciółkę, nie mogąc opanować radości i nie tracąc czasu skierowałam się do drzwi.
- Nat! – Krzyknęła Klaudia za mną. Odwróciłam się, zaskoczona, ciekawa co jeszcze chciała mi powiedzieć. Ta wyciągnęła z kieszeni kluczyki do auta i rzuciła je. – Weź Toma. Tylko nie porysuj lakieru!
            Zaśmiałam się posyłając jej wdzięczne spojrzenie. Zbiegłam na dół i zapakowałam się do auta, z piskiem ruszając przed siebie. Na szczęście wiedziałam, gdzie znajduje się wypowiedziana przez Klaudię ulica. Teraz musiałam tylko odnaleźć tą szkołę.
Tom, jak powiedziała Klaudia, był niczym innym jak jej autem. Przywiązała się do małego, niebieskiego seata i choć miała okazję go sprzedać, nie chciała nawet o tym słyszeć. Drugim z powodów dla których nie chciała się go pozbyć, choć psuł się od czasu do czasu było to, że według niej, gdyby kupiła sobie lepszy model, złodziej od razu by jej go ukradł. Tak mogła spokojnie iść spać, nie przejmując się, że jej stary samochód padnie ofiarą kradzieży.
Przeklęłam, gdy dojeżdżałam do celu, gdyż wpadł mi w oko wielki znak, oznaczający zakaz wjazdu. Zaparkowałam i zamykając drzwi, ruszyłam dalej na piechotę. Czego ty się spodziewałaś naiwna istoto?! Londyn już taki był i pełno było miejsc, w których nie można było się poruszać samochodem.
Po kilkunastu minutach znalazłam szkołę i nieśmiało weszłam na jej teren. Korytarze były puste, a jedyne dźwięki, które słyszałam, to obcasy obijające się o śliską podłogę. Zdziwiła mnie ta cisza, lecz nagle zdałam sobie sprawę, że była sobota i nie było szans, żeby spotkała tu choćby jedno dziecko. Zatrzymałam się, rozważając, czy aby dobrze dosłyszałam nazwę szkoły.
Już miałam zrezygnować, gdy parę metrów przede mną znalazła się kobieta, trzymająca za dłoń małego chłopca.
- Natalia! – Wrzasnęła Ha Rin, dając mi do zrozumienia, że kompletnie się mnie nie spodziewała. – Czy przyszłaś…
- Musisz mi pomóc. – Powiedziałam, wchodząc jej w słowo. Nie miałam czasu, ani ochoty na zbędę pogaduszki o pogodzie. – Potrzebuje adresu Hyun Joong.
            Dziewczyna spojrzała na mnie ciekawie, unosząc swe cienkie brwi. Czyżbym ze zdenerwowania, pomyliła język i powiedziała coś czego nie zrozumiała? Jednak jej odpowiedź uświadomiła mi, że jednak wiedziała o czym mówię.
- A czy przypadkiem nie mieszka w tej samej kamienicy, co ty i Klaudia?
            Zamrugałam i jednocześnie zacisnęła pięści ze złości. No proszę trafił się kolejny żartowniś! Czy ja mam dzisiaj jakąś kumulację na spotykanie na każdym kroku jakiś idiotów?
- Chodzi mi raczej o koreański adres… - Zaczęłam spokojnie, mając dość oglądania jej dziwnie rozbawionej twarzy. Gdyby nie dziecko, stojące tuż przy jej boku, z pewnością zdzieliłabym ją w łeb. – Posłuchaj… Hyun wyjechał, a ja spóźniłam się na samolot, więc nie baw się ze mną tylko podaj mi jego adres, ponieważ jeszcze muszę znaleźć go na mapie, spakować się…
- To Hyun wyjechał?
            Jej uwagą, o mało co nie pozbawiła mnie przytomności. Chciałam rzucić się na nią i ścisnąć jej bladą szyję, aż ostatnie tchnienie nie wydobyłoby się z jej gardła. Czy on faktycznie byli rodziną? A może stojąca przede mną kobieta była niespełna rozumu? Spojrzałam odruchowo na dzieciaka, który nie odezwał się do tej pory ani słowem. Żal mi go było jeżeli okazałoby się, że jego matka jest świrnięta.
- Mamo, dlaczego ta pani mówi, że wujek wyjechał?
- Bo myśli, że wyjechał…
            Dzieciak przemówił, a ja myślałam, że znajduje się w jakimś kiepskim serialu, lub auto, które posiadała przyjaciółka w jakiś dziwny sposób przeniosło mnie w czasie i Hyun Joong faktycznie jeszcze nie wyjechał.
- Jak możesz nie wiedzieć, że wyjechał skoro sama powiedziałaś o tym Klaudii, wczoraj przez telefon!
            Miałam już dość tej małej lampucery, szczerzącej się w tej chwili jak głupia. Zacisnęłam dłonie ze złością, patrząc jej wojowniczo w oczy.
- Powiedziałam tak, bo miał wyjechać.
            Potrząsnęłam głową w niedowierzaniu. Z tego by wynikało, że Hyun Joong nadal tu był, lecz musiałam się upewnić, czy aby dziewczyna jasno się wyraziła.
- Nadal jest w Londynie?
            Ta tylko pokiwała twierdzącą głową, wskazując mi palcem salę na końcu korytarza. Ha Rin mówiła coś jeszcze lecz ja już jej kompletnie nie słuchałam. Wolnym krokiem, ruszyłam w stronę, wskazanego mi pokoju, nie mogąc uwierzyć w swoje szczęście. Hyun nadal tu był, mój kochany Hyun Joong, znajdował się o kilka kroków…
Wspięłam się na palce, chcąc zajrzeć do klasy i o mało nie pisnęłam, zwracając na siebie uwagę mężczyzny i jego uczniów. Serce ścisnęło mi się boleśnie, gdy ukochany uśmiechnął się do dzieci i wskazał palcem na książkę, tłumacząc z zapałem zasady pisowni. Stał na środku pomieszczenia, w lewej dłoni trzymając podręcznik, w drugiej zaś długopis i przemawiając do uczniów, czułym i spokojnym głosem. Wyglądał jeszcze cudowniej, niż ostatnim razem, gdy go widziałam. Jednym elementem, który wydawał mi się nowy były okulary o czarnych oprawkach.
Miałam odejść i usiąść na ławce obok, oczekując aż lekcja się skończy, lecz nagle rozbrzmiał dzwonek, a dzieci, wybiegły z klasy. Jęknęłam, gdy jakiś mały sadysta z plecakiem, tak mnie nim trzepnął, że o mało co nie upadłam. Już miałam wyzwać tego bachora, że ma uważać jak chodzi, jednak gdy zobaczyłam jego tatusia, cały zamiar ulotnił się. Tatusiek mierzył jakieś dwa metry, a czarna koszulka polo prawie targała się na jego potężnych ramionach i obszernej piersi.
Odwróciłam się i weszłam do klasy, gdzie przy biurku, siedział pogrążony w czytaniu Hyun Joong. Mężczyzna mnie nie zauważył co dawało mi szanse na rozpoczęcie rozmowy.
- Część… - Szepnęłam, zamiast zaskoczyć go i powiedzieć to co cisnęło się na usta od wielu godzin. Mężczyzna spojrzał na mnie i błyskawicznie stanął na nogach. Uniósł brwi w zdziwieniu, a mięśnie jego twarzy napięły się. – Myślałam, że wyjechałeś…
- Odwołali mi lot. – Powiedział stanowczo, nie zdając sobie sprawy z tego, że wiedziałam doskonale, że kłamie. Mogłabym się na to nabrać, gdybym nie była na lotnisku. Uśmiechnęłam się myśląc, że także i jego twarz się rozjaśni, jednak jak bardzo się myliłam. Hyun odwrócił się i spoglądał teraz przez okno na ulicę. – Nie martw się, za kilka dni wyjadę.
Miałam ochotę go przytulić, pocałować, pokazać mu tym całą swoją miłość, jednak jego napięta sylwetka i chłodny ton, pozbawiły mnie odwagi do wykonania jakiegokolwiek kroku.
- Na długo?
- Raczej na stałe. Mam dość Londynu. – Serce ścisnęło mi się z bólu. Dlaczego nie walczysz ty cholerna idiotko! Mężczyzna twoich marzeń oddala się od ciebie coraz bardziej, a ty nie robisz nic żeby go zatrzymać?! – Jedno mnie zastanawia… Dlaczego tutaj jesteś?
- Hyun… - Zaczęłam, czując, że czerwienie się jak burak. Nie było jednak odwrotu, musiałam koniecznie wyznać mu swe uczucia, niezależnie od tego czy mnie pogoni, lub wyśmieje. – Zakochałam się…
- Gratuluję… - Szepnął, ściskając mocniej parapet, którego się złapał. Tak bardzo chciałam, by mężczyzna spojrzał mi w oczy, mógłby z nich wyczytać całą moją miłość, jednak ten uparcie unikał mojego wzroku. – Zasługujesz na szczęście…
- Spotykałam wielu mężczyzn na swej drodze, jednak w żadnym nie potrafiłam się zakochać. Jednak w końcu trafił się on - mój książę z bajki - który umiał pokonać demony przeszłości. Przy nim potrafię zapomnieć o wszystkim. Cieszyć się jego obecnością, dotykiem, czułymi pocałunkami… I nagle zdałam sobie sprawę, że zakochałam się bez pamięci.
            Mężczyzna ciągle stał odwrócony. Zagryzłam zęby, chcąc powstrzymać cisnące się do oczu łzy, jednak nic mi to nie dało, słone krople rzewnie zaczęły ciec po mych policzkach, zamazując mi obraz.
- Nawet nie wiem, kiedy to się stało… - Jęknęłam, ocierając dłonią policzki. Dlaczego on się nie odwróci? Czemu nic nie powie? Czyżby już przestała być dla niego ważna, a może Hyun mnie już nie kochał? - Na początku myślałam, że nie potrafię sobie ułożyć życia od nowa, że nie będę potrafiła tego zrobić, ale teraz… Nie chcę być z żadnym innym mężczyzną…
Przerwałam, ponieważ mężczyzna uderzył otwartą dłonią w ramę okna i wymijając mnie skierował się do wyjścia. Dlaczego akurat teraz nie miałam siły by się ruszyć? Czyżby moje serce umarło i już nic nie mogło go ożywić? Wykrzesałam z siebie jednak dość siły, by chwycić go za ramię. Ten zatrzymał się i rzucił mi pełne złości spojrzenie. Postanowiłam nie owijać w bawełnę i powiedzieć wszystko od razu.
- Hyun… Ja…
- Nat, przestań już… - Syknął, wyrywając swe ramię z moje uścisku. Złapał mnie za ramiona i potrząsnął. Nagle jego spojrzenie zelżało, a jego dłonie powędrowały do mojej twarzy. Jego ciepłe palce starły z policzków słone krople. –Dlaczego mi to wszystko mówisz?
- Bo… - Szepnęłam, zatapiając się w głębokości jego spojrzenia. Wystarczyło przesunąć ją o kilka centymetrów, by znów poczuć na ustach te cudowne i zmysłowe wargi. - Nie jestem pewna, czy on mnie kocha…
- To, dlaczego mu tego nie powiesz?
            Zamilkłam na moment. Uświadomiłam sobie to dopiero teraz, a mianowicie to, jak wielka była moja głupota. Hyun przecież nawet nie zdawał sobie sprawy, że mam na myśli jego. Opowiadałam mu o uczuciu, jakim go darze, w tak pokrętny sposób…
- A co ja właśnie do cholery robię? – Spytałam, uśmiechając się słabo.
Hyun oderwał dłonie od mych policzków i spojrzał na mnie jakbym była pierwszą kobietą, jaką widzi. Pokręcił głową i zamrugał kilkakrotnie powiekami, jakby chcąc się przekonać, czy to, aby nie sen, lub co gorsze jakiś żart z mojej strony. Korzystając z jego zaskoczenia postanowiłam kontynuować.
- Kiedyś zależało mi na Williamie i gdy znów go zobaczyłam, przypomniałam sobie o uczuciach, które kiedyś czułam. Zagubiłam się… Dopiero dzisiaj rano wszystko zrozumiałam.
            Mężczyzna ponownie zamknął moją twarz w dłoniach i zmusił mnie bym na niego spojrzała. Uczucie niedowierzania, nie zniknęło jednak z jego twarzy. Nadal jego usta pozostały ściągnięte, a oczy pozbawione ciepła. Czyżby to było dla niego wielkim szokiem?
- Powiedz to…
Uniosłam brwi, nie rozumiejąc, o co mu chodzi, jednak spoglądając na jego oczy, które napełniały się nadzieją, pojęłam, co chce usłyszeć.
- Kocham cię, Kim Hyun Joong. – Powiedziałam szczerze, nie odwracając spojrzenia, chcąc przekonać go tym, że mówiłam prawdę. – Tylko ciebie naprawdę kochałam, kocham i kochać nie przestanę.
            Jakby na potwierdzenie tych słów, wspięłam się na palce i delikatnie dotknęłam jego ust. Nie czując, żadnej reakcji z jego strony, już chciałam się odsunąć, gdy ku mojemu zdziwieniu mężczyzna, przenosząc swoje dłonie na moją talię, przyciągnął mnie do swojej piersi, z jękiem wpijając się w moje usta. Świat zawirował, odpowiadając z czułością na jego żarliwe pocałunki, zarzuciłam mu ramiona na szyję, wplątując dłonie w jego miękkie włosy. Chciałam by ten pocałunek pełen miłości i namiętności nigdy się nie skończył.
- Nigdy więcej nie zostawiaj mnie na tak długo… - Szeptała między pocałunkami, gładząc jego kark. – Myślałam, że oszaleje!
- A nie ochujeje? – Spytał ze śmiechem Hyun, wypowiadając po polsku, typowe powiedzonko Klaudii, wprawiając mnie tym w zdumienie. Spoglądał mi w oczy z dawną miłością, właśnie tego spojrzenia pragnęłam tak gorliwie od kilkunastu dni. Przytaknęłam głową, również się uśmiechając. – Kocham cię Nat… Ja także chciałem oszaleć, gdy nie było cię obok…
            Ponownie złączyliśmy swe usta, spragnione pocałunków, przez tą rozłąkę. Całkowicie zatopilibyśmy się pieszczocie, gdyby nie mocne szarpnięcie, małych rąk. Oderwaliśmy się od siebie, chcąc zgromić spojrzeniem tego, kto ośmielał się nam przeszkodzić.
            Pisnęłam, gdy okazało się, że tuż obok nas, ciągnąc za nasze nogawki, stoi mała dziewczyna o blond włosach, związanych w kucyki i dużych groźnie patrzących oczach. Chciałam się odsunął od ciała ukochanego ten jednak nie rozluźnił swego uścisku.
- Panie nauczycielu?! – Spytała mała terrorystka, puszczając moją nogawkę, lecz ciągle pociągała za spodnie Hyun Joong. – Czy ta Pani chcę za ciebie wyjść?
            Zdziwił mnie trochę bezpośredni ton dziewczynki, lecz wiedziałam, że to tylko małe dziecko. Nie rozumiało jeszcze zbyt wiele.
- Jeszcze nie wiem, ale właśnie miałem ją o to zapytać.
            Moje serce zaczęło galopować jak stado koni, rozbiegających się na polu. Hyun chciał mi się oświadczyć? Nie spodziewałam się tego! Nawet przez myśl mi nie przeszło, że miałby ochotę to zrobić!
            Dziewczynka odwróciła swe spojrzenie od swego nauczyciela i zmierzyła mnie nienawistnym spojrzeniem, swych wielkich niebieski oczu.
- Nauczyciel jest już zajęty! – Krzyknęła, hardo unosząc podbródek. Bałam się tego, co ta mała jeszcze mi powie… Może jej matka również zakochała się w Hyun Joong i to chciała powiedzieć, jednak to, co usłyszałam, kompletnie zbiło mnie z tropu. - Ja za niego wyjdę!
            Stęknęłam, szukając odpowiednich słów, by wyjaśnić małej, że na razie jest to nie możliwe. Co ja gadam?! W ogóle było to niemożliwe, ponieważ to ja chciałam za niego wyjść i nie po to, zadawałam sobie tyle trudu, by teraz pozwolić mu odejść! Westchnęłam, otrząsając się z tych głupich myśli. Przecież nie będę się kłócić z tą małą smarkulą!
            Wysunęłam się z objęć ukochanego i przyklękłam przy dziewczynce.
- A nie zgodzisz się bym pożyczyła sobie pana nauczyciela na jakiś czas? – Powiedziałam uśmiechając się do niej przyjaźnie. – Powiedzmy do czasu aż skończysz szkołę.
            Uczennica zmrużyła swoje oczy, zastanawiając się przez chwile. No zgódź się ty mała jędzo…
- Dobrze… - Powiedziała po chwili, a ja odetchnęłam z ulgą. - Ale potem musicie się rozwieść!
- Mia, chyba twoja mam już przyjechała…
            Hyun Joong w końcu wtrącił się w tą babską rozmowę, odwracając uwagę małej. Z korytarza faktycznie dobiegał jakiś kobiecy głos wykrzykujący imię dziewczynki. Terrorystka uśmiechając się promiennie i żegnając z nauczycielem, wypadła na korytarz.
- Czy są jeszcze jakieś inne zakochane w tobie kobiety, oprócz tej małej, o których mi nie powiedziałeś?
            Mężczyzna roześmiał się i ponownie przygarnął do siebie, muskając ustami moje zaciśnięte wargi. Ta mała blondyneczka zdenerwowała mnie, lecz w głębi duszy cieszyłam się, że Hyun nie uczył w liceum.
- Żartujesz? – Spytał, zanosząc się śmiechem. – Cała żeńska połowa mojej klasy za mną szaleje!
            Uśmiechnęłam się słabo, uderzając delikatnie w jego ramię. Miałam nadzieje, że nie będę musiała stoczyć bitwy z każdą z nich, jak przed chwilą z małą Mią.
- A jest coś, o czym ty musisz mi powiedzieć?
- Nie. – Stwierdziłam krótko, nadstawiając usta do pocałunku. Hyun także chyba miał na to ochotę, ponieważ niemal natychmiast nakrył je swoimi wargami.
            Chciałam skupić się na radości, jaki niósł jego dotyk, jednak jedna sprawa, zaprzątnęła mi myśli. Oderwała się od mężczyzny, który spojrzał na mnie z ciekawością.
- Właściwie to jest jedna taka rzecz, o której powinieneś wiedzieć… - Zaczęłam niepewnie, szukając odpowiednich słów, by powiedzieć mu o moich przypuszczeniach. Hyun jednak nie pozwolił mi się skupić ciągle pytając, co to jest, a jego zdenerwowanie rosło, z każdym wypowiadanym przez niego pytaniem. – Właściwie to… Może się okazać, że jestem w ciąży i możemy zostać niedługo rodzicami tak więc…
            Nie dokończyłam, ponieważ Hyun porwał mnie w ramiona i ponownie złączył swe usta z moimi. Oderwał się ode mnie dopiero po chwili i stykając swe czoło z moim, powiedział coś tak wspaniałego, że o mało co nie umarłam z zachwytu.
- Jeśli pojawi się dziecko, pokocham je i będę najszczęśliwszym człowiekiem na świecie… - Szepnął z ustami tuż przy moich wargach. – Nat… Kocham cię…
            To nie był koniec naszej historii. Ona dopiero się rozpoczęła i już nie mogłam się doczekać tego, co przyniosą nam kolejne dni…

środa, 4 marca 2015

Rozdział 29


 - Ja pierdolę! – Stęknęłam pod nosem, wpadając na zimną ścianę naszej kamienicy. Przytuliłam policzek do chropowatej powierzchni, chcąc uspokoić wirujący przed oczami obraz i miliony myśli kłębiących się pod czaszką. – Gdzie ta klamka?!
            Wyciągnęłam dłoń w poszukiwaniu wejścia do budynku. Gdy w końcu je znalazłam, szarpnęłam za klamkę i wpadłam przez drzwi, ledwo mieszcząc się w futrynie. Na początku, gdy jeszcze siedziałam u Ali Bambi’ego, zdawało mi się, że nie jestem zbyt pijana, jednak, kiedy tylko zeszłam z krzesła i ruszyłam w drogę, okazało się jak wielkim błędem okazało się opróżnienie całej butelki. Ledwo idąc po chodniku, co jakiś czas wkraczając na ulicę, starałam się w całości dotrzeć do domu. Nie było to wcale proste, ponieważ pomimo tego, że umysł, pracował mi w miarę normalnie, a problemów z wysławianiem też nie miałam, to ciało kompletnie nie współpracowało. Chwiało się na wszystkie możliwe kierunki, a ja nie umiałam odpowiednio nad nim zapanować.
            Przeklinając raz po raz, chwyciłam zimną barierkę i zaczęłam wdrapywać się na samą górę. Zamierzałam rozmówić się z Hyun Joong. Mężczyzna może nie chcieć mnie widzieć, ale koniecznie musi mnie wysłuchać. Chciałam mu powiedzieć, że go kocham i nie chcę by wyjeżdżał na drugi koniec świata. 
            Gdy po parunastu minutach stanęłam pod jego drzwiami, wyciągnęłam dłoń i z nieznaną mi siłą, zaczęłam walić w drewniane wrota.
- Hyun! – Wrzasnęłam, dołączając do pukania także kopnięcia. – Otwieraj te cholerne drzwi!
            Podniosłam nogę, chcąc z całych sił uderzyć obcasem w przeszkodę, jednak poślizgnęłam się na ciemnej wycieraczce i wylądowałam tyłkiem na zimnym kamieniu. Jęknęłam z bólu, a z moich oczu pociekły łzy. Zanosząc się płaczem, położyłam się na podłodze, obejmując się ramionami.
- Kocham cię ty durniu…
            Nagle do moich uszu doszły szybkie kroki na schodach. Uniosłam oczy, mając nadzieje, że to ukochany, jednak się zawiodłam. Na stopniach, dzierżąc kij baseballowy w dłoniach, stał Ian, odziany tylko w dżinsy, mierząc mnie zaskoczonym spojrzeniem. Tuż zza jego nagiego ramienia wyglądała Klaudia.
- Nat? – Spytała, klękając przy mnie i podnosząc mnie z podłogi. – Co ty do cholery robisz?! Dlaczego leżysz na podłodze?
             Z bezsilnością rzuciłam się w ramiona przyjaciółki i rozpłakałam na dobre. Klaudia przytuliła mnie, szepcząc pocieszające słowa. Chwyciła mnie ramionami za barki i poprowadziła po schodach w dół.
            Weszłyśmy do mieszkania. Przyjaciółka poprowadziła mnie do kanapy i rzuciła na nią, zmuszając bym usiadła. Ian natomiast zniknął w sypialni. 
- Gdzieś ty była do cholery?! – Wrzasnęła przyjaciółka, od razu, gdy mężczyzna zniknął nam z oczu. Stała nade mną, podpierając się pod boki i rzucając w moją stronę wściekłe spojrzenia. - Nie wiesz, która jest godzina?!
            Podniosłam dłoń z zegarkiem, przysuwając ją pod nos, jednak obraz rozmazywał się przed moimi oczami. Musiałam po drodze zgubić soczewki. Wzruszyłam tylko ramionami, czym chyba jeszcze bardziej rozwścieczyłam koleżankę. Wzdychając usiadła obok i złapała się za głowę. Położyłam jej dłoń na ramieniu i uśmiechnęłam się radośnie.
- Byłam się uchlać…
- Właśnie czuje… - Klaudia przysunęła się i pociągnęła nosem. Skrzywiła się z niesmakiem i wzdrygnęła, odsuwając się o metr. - Wychlałaś cały zbiornik?
- Nie do końca wiem… - Szepnęłam, jakby to była największa tajemnica świata. Odchyliłam głowę, chcąc policzyć, jaką zawartość miała butelka, lecz jakoś mi to umknęło. - Ale to Ali mi polewał, więc on powinien wiedzieć…
- Jaki Ali?
            Roześmiałam się na myśl o starym Turku, który pozwolił mi na takie sponiewieranie.
- Ali Bambi! – Wrzasnęłam, uśmiechając się szeroko
            Moja przyjaciółka rozszerzyła oczy w zdumieniu i uniosła swe idealnie wyskubane brwi. Podrapała się palcem po policzku, zapewne zastanawiając się nad mymi słowami. 
- Ten jelonek z Disneya?
            W mojej wyobraźni pojawiła się rysunkowa postać, a zaraz potem twarz uśmiechniętego Araba. Roześmiałam się, bijąc się otwartą dłonią po kolanie. Już miałam jej wytłumaczyć, kim był Bambi, lecz w pokoju nagle pojawił się Ian, kompletnie już ubrany, zawiązujący właśnie krawat na swej szyi. Spojrzał na nas ciekawie, unosząc swe ciemne brwi.
- Co jest?
- Nat się podobno upiła z jakimś Bambim. – Powiedziała Klaudia niepewnie, wymieniając się spojrzeniem z narzeczonym. Ten przekrzywił głowę w śmieszny sposób i przerzucił swe spojrzenie na mnie.  
- Z tą sarną z bajki?
            Klaudia jęknęła pod nosem, podchodząc do niego i kładąc mu dłoń na ramieniu. Pogładziła materiał jego koszuli, spoglądając mu w oczy.
- Kochanie to był jeleń… Miał rogi i… Zresztą nie ważne! – Ocknęła się na chwile, zdając sobie zapewne sprawę, że właśnie rozmawiali o czymś tak głupim jak bajkowy jelonek. Podeszła do mnie ponownie i chwytając moją twarz w obie dłonie, przyjrzała mi się uważnie. - Szła pijana przez całe miasto!
- Nie okradli cię?
Ian także podszedł i patrzył na mnie ciekawie. Pewnie udzieliło mu się zdenerwowanie narzeczonej. Wzruszyłam jedynie ramionami, na co on zaczęli mnie przeszukiwać jakbym była jakimś złodziejem, zaglądając mi do kieszeni i oglądając mnie ze wszystkich stron.
- Jesteś naćpana? – Spytała Klaudia poważnie, na co szybko pokręciłam głową. Po przejrzeniu moich kieszeni i dokładnych oględzinach twarzy i ramion w końcu mnie puścili. Przyjaciółka odetchnęła z ulgą. – Na szczęście nikt jej nie okradł. Gdzie ty masz głowę, łazisz pijana po mieście, a mógł cię ktoś pobić, albo zgwałcić!
- Hyun… - Jęknęłam opadając twarzą na kanapę, zaraz jednak podniosłam się, a świat ponownie zawirował przed mymi oczami. – To wszystko jego wina! Wziął mi serce i puff… Została dziura…
            Ostatnie zdanie, obrazowo przedstawiłam ruchem dłoni, chwytając się za materiał bluzki na lewej piersi i ciągnąc go. Narzeczeni wymienili się spojrzeniami i westchnęli bezsilnie.
- Zostawię was same. – Stwierdził Ian, całując czule swoją dziewczynę i kierując się w stronę drzwi.
            Klaudia skrzyżowała ramiona na piersi i usiadła obok. Coś ją trapiło, co poznałam po tym jak ściskała i rozluźniała swe dłonie. Niekiedy robiła tak, gdy była zdenerwowana lub zestresowana. Oparłam się o kanapę, przymykając powieki.
- Oboje jesteście tacy dumni… - Jęknęła, wędrując spojrzeniem po dywanie. – Rozmawiałam dzisiaj z Hyunem, lecz jest tak samo uparty jak ty.
            Może jest faktycznie tak jak mówi Klaudia, a może po prostu nigdy mnie szczerze nie kochał i wolał wyjechać i zapomnieć.
- Nigdy nie wybaczysz sobie tego, jeśli pozwolisz mu odejść i na pewno…
            Słuchając kojącego głosu przyjaciółki, zamknęłam oczy, chcąc skupić się na jej słowach, jednak zmęczenie było silniejsze. Zamiast rozmawiać, całkowicie pogrążyłam się w ciemności, w snach rozmyślając tylko i wyłącznie o Hyun Joong…

* * *

Nazajutrz, gdy słońce wdzierało się do pokoju przez odsłonięte zasłony, uchyliłam powieki i podniosłam się gwałtownie.
- Kurwa… - Jęknęłam, ponownie opadając na kanapę i chwytając się za pulsującą głowę. Zmrużyłam oczy chcąc jak najlepiej odtworzyć wydarzenia z wczoraj i okoliczności, w jakich zamiast w łóżku spałam na kanapie. – Klaudia?
            Zawołałam przyjaciółkę, chcąc ją przeprosić za moje wczorajsze zachowanie, jednak odpowiedziała mi cisza. Podniosłam się i zajrzałam do sypialni. Jej łóżko było idealnie zasłane, co oznaczało, że przyjaciółki nie ma. Odwróciłam się gwałtownie chcąc dojrzeć, która godzina. Moim ciałem wstrząsnął nagły dreszcz. Przysłaniając dłonią usta, prawie zabijając się o dywanik w sypialni, pobiegłam do łazienki i otwierając muszle klozetową, zwróciłam całą zawartość żołądka.
            Kiedy poczułam ulgę, spuściłam wodę i obmyłam twarz, chwytając automatycznie po szczoteczkę do zębów. Dokończyłam higienę zastanawiając się czy powodem wymiotów był nadmiernie spożyty alkohol, czy może coś innego. Przypominając sobie ostatni okres, przeszłam do kuchni i spojrzałam ciekawie na kalendarz, przebiegłam spojrzeniem przez kratki, licząc na głos dni.
Opadłam ciężko na krzesło, chcąc by to wszystko okazało się pomyłką. Od Półtora miesiąca nie dostałam okresu, co jeszcze nie było oznaką, że moje przypuszczenia mogą okazać się słuszne, lecz nigdy nie wymiotowałam po alkoholu, co wydało mi się podejrzane. Położyłam dłoń na brzuchu, zastanawiając się nad najbliższą apteką, w której mogłabym kupić potrzebny test do rozwiania mych wątpliwości.
Spojrzałam na zegarek i o mało co nie zemdlałam. Tarcza wskazywała 14: 15, co oznaczało, że samolot ukochanego odlatuje za mniej więcej godzinę. Zmieniałam właśnie ubranie, gdy usłyszałam dzwonek do drzwi. Podbiegłam do niech, mając nadzieje, że to Hyun, lecz jak wielkie było moje zdziwienie, gdy na progu napotkałam roześmiane oczy Williama.
- Witaj skarbie! – Powiedział, całując mnie w policzek i wchodząc do mieszkania, chociaż go wcale nie zapraszałam. – Ma wolne popołudnie, więc może…
- Nie.
            Spojrzał na mnie zagadkowo, unosząc swe brwi w zdumieniu. Nie wiedziałam jeszcze jak najszybciej pozbyć się go z mieszkania, lecz musiałam załatwić ta sprawę w miarę szybko.
- Dlaczego?
            Spytał ponownie się uśmiechając, jakby nie dopuszczając do siebie mojej odmowy. Objął mnie ramionami i schylił głowę, chcąc mnie pocałować.
- Will… Przepraszam. Przepraszam, że cię nie kocham. - Zaczęłam, wyrywając się z mocnego uścisku mężczyzny. – Nie mogę odwzajemnić twoich uczuć. Kiedyś byłeś dla mnie kimś wyjątkowym, ale teraz…
- Kocham cię... – Szepnął wprawiając mnie w tym zdumienie.
Pochylił się nade mną i wolno zbliżał swe wargi. Przymknęłam powieki czekając na zetknięcie naszych ust. Chciałam się przekonać, czy Smith potwierdzi moje przypuszczenia
 Will wziął w posiadania moje usta, namiętnie podgryzając moją dolną wargę. Uchyliłam powieki i zobaczyłam nie jego, tego Williama, którego kochałam przed dwoma laty, lecz Hyun Joong… Zacisnęłam powieki myśląc, że obraz smutnej twarzy Koreańczyka zniknie sprzed mych oczu. Na szczęście William, w tym momencie, oderwał swoje wargi od moich i spojrzał mi głęboko w oczy. Mrugnęłam parokrotnie, bo właśnie dostałam olśnienia. W głowie usłyszałam szczęk stali, jakby ostatnia kłódka pękała, wyzwalając moje serce z żelaznego więzienia.
Podczas tego pocałunku nie poczułam nic, absolutnie nic, co mogłoby wskazywać na jakiekolwiek głębsze uczucia względem tego mężczyzny. Czułam się jakby pocałowała mnie dawno niewidziana ciotka. NIC!
- Przepraszam…
- Już nic dla ciebie nie znaczę? – Spytał ze smutnym uśmiechem. Także się uśmiechnęłam. William… Był moim kluczem, kluczem, który otwiera ostatnią kłódkę… – Kochasz tego Koreańczyka?
- Tak. – Przygryzłam dolną wargę. Całym sercem kochałam Hyun Joong. Kochałam jego spojrzenia, jego uśmiech… kochałam go nawet wtedy, gdy się na mnie wściekał. – Przepraszam, że zrobiłam ci nadzieję. Jesteś idealny, ale… nie jesteś idealnym dla mnie.
Odwróciłam się z zamiarem odejścia, lecz William chwycił mnie mocno za ramię. Spojrzałam na niego zaskoczona.
- A może tylko ci się wydaje, że go kochasz? Może…
- Will… - Przerwałam mu, wyrywając ramię z jego uścisku. Przejechałam językiem po ustach i pokręciłam przecząco głową. – Tego się nie da pomylić. Przykro mi, że tego nie rozumiesz…
Wybiegłam czym prędzej z mieszkania, nie martwiąc się pozostawionym tam Williamem. Trudno… Najwyżej nas okradnie. Teraz miałam to w nosie. Bez Hyuna moje życie stałoby się beznadziejną, jałową egzystencją.
- Taxi! – Krzyknęłam podnosząc ramię, widząc na horyzoncie zbliżającą się taryfę. Gdy podjechała wcisnęłam się do niej i rzuciłam nerwowo – Na lotnisko!
            Mężczyzna widząc, że mi się śpieszy, dodał gazu, błyskawicznie włączając się do ruchu. Ja natomiast siedziała, nerwowo podskubując paznokcie, zastanawiając się czy dojadę na czas by zatrzymać wylatującego ukochanego.
- Proszę cię Hyun, nie odlatuj…


wtorek, 3 marca 2015

Rozdział 28


- Nat, na litość boską! Jak ty wyglądasz!
            Zmartwione słowa przyjaciółki przywitały mnie gdy tylko wkroczyłam do mieszkania. Nie wiem jak długo siedziałam na chodniku, jednak sądząc po jej przestraszonej minie, musiałam tak spędzić dużo czasu.
Odwiesiłam na wieszak kapiący jeszcze płaszcz i wolnym krokiem ruszyłam do sypialni, chcąc się przebrać.
- Kurwa, słuchasz ty mnie w ogóle?! – Krzyknęłam Klaudia, uświadamiając mi, że nieświadomie ją zignorowałam. Pobiegła za mną, jednak dostrzegając że zaczynam zrzucać z siebie mokre ciuchy, odpuściła. – Poczekam aż się przebierzesz.
            Usiadłam na łóżku, będąc już nagą i założyłam bieliznę. Wyciągnęłam z szafy ręcznik i przetarłam nim włosy. Nagle natrafiłam na swoje odbicie w lustrze szafy. Ręcznik swobodnie wypadł z mych rąk. Byłam całkowicie blada, do tego stopnia, że nawet na twarzy można było dostrzec liczne żyły. Jedynie oczy, zapuchnięte od płaczu i czerwony nos, świadczyły o mojej żywotności. Zresztą wygląd nie był najważniejszy. Przynajmniej przestał być ważnym w chwili gdy męska sylwetka zniknęła mi sprzed oczu.
            Pociągnęłam nosem i chwyciłam ramkę ze zdjęciem, umieszczoną na szafce nocnej. Spojrzałam na uśmiechnięte kobiety, złączone w uścisku. Dobrze pamiętałam, gdy zrobiłyśmy sobie to zdjęcie z Klaudią. To było pierwszego dnia w naszym sklepie. Odstawiłam ramkę i założyłam kolejne części ubrania. Musiałam się ogarnąć, zapomnieć… Przynajmniej dla tej jednej osoby, której jeszcze na mnie zależało. Nie mogłam pokazać jej się ponownie w takim stanie. Wiedziałam, że przyjaciółka przejmuje się pięć razy bardziej od przeciętnego człowieka, a ja nie mogłam sprawić, by to się stało. Była zakochana i szczęśliwa, nie było mi danej jej tego zabierać…
- No wreszcie! – Krzyknęła, wstając energicznie z kanapy, gdy tylko wróciłam do pokoju. Uśmiechnęłam się smutno, chcąc dać jej znać, że wszystko jest w porządku, jednak nie potrafiłam tego zrobić. Zamiast uśmiechu wyszedł mi grymas, co powiedziało mi ciekawe spojrzenie Klaudii. – Powiedz mi prawdę. Co się stało?
- Rozstałam się z… Hyunem.
            Przyjaciółka przekrzywiła głowę i zaśmiała się nie wierząc w to co powiedziałam. Gdy usiadłam na kanapie i opuściłam nisko głowę, zajęła miejsce obok i objęła mnie ramieniem. Zagryzłam szczękę, by powstrzymać cisnące się do oczu łzy.
- Dlaczego na to pozwoliłaś? Przecież Hyun cię kocha i ty także… - Powiedziała, chwytając mnie za dłoń. Stęknęłam, wyrywając ją, lecz przyjaciółka chwyciła ją zaraz potem i zbladła widząc jej wewnętrzną stronę. – Coś ty zrobiła?!
            Dopiero po tych słowach spojrzałam na zranioną dłoń. Wzdłuż środkowej linii zgięcia dłoni, ciągnęły się płaskie, krótkie kreski, z których wyciekała, powoli już zasychająca krew.  Obejrzałam ciekawie zakrwawione paznokcie. No tak, pewnie musiałam sama zranić tą rękę.
- To nic takiego…
            Machnęłam rękę, nie przekonując przyjaciółki, która wybiegła z pokoju i wróciła z małą apteczką, którą chowałyśmy pod umywalką. Nie zważając na moje protesty, zalała rany wodą utlenioną i owinęła dłoń bandażem.  
- O co wam w ogóle poszło? I dlaczego…
- O Williama Smitha…
            Klaudia podrapała się po policzku palcem, jakby zastanawiając się kim jest wspomniana osoba. Nie byłam z tym zdziwiona, ponieważ widzieli się zaledwie kilka razy. Nagle wytrzeszczyła oczy, patrząc na mnie w niedowierzaniu.
- C..Co? Hyun jest zazdrosny o kolesia, którego poznałaś niecałe dwa tygodnie temu? Chyba, że… Czekaj Nat, chyba nie chcesz mi powiedzieć, że tamten William i ten to…
- To ta sama osoba. – Przyznałam, czując poczucie winy, że także z najbliższą przyjaciółką nie byłam do końca szczera. - Nie powiedziałam o nim Hyunowi i teraz myśli, że się nim bawiłam. Do tego widział nas razem w kawiarni, gdy William mnie obejmował.
            Klaudia odetchnęła głośno, zrywając się z zajmowanego przez siebie miejsca. Miotała się przez chwile po pokoju, po czym przystanęła, wściekle wymierzając we mnie palec.  
- Do chuja! Czyś ty kompletnie upadła na głowę! – Wrzasnęła gniewnie, wymachując ramionami na boki. Jej oczy rzucały gromy. Nie miałam jej za złe tych słów, ani będę miała kolejnych, ponieważ wiedziałam, że choć będą brutalne, okażą się też prawdziwe. - Jak mogłaś zrobić mu coś takiego?!
            Nie wiedziałam, co jej odpowiedzieć. Doskonale zdawałam sobie sprawę z tego, że to moja wina.
- Ale wiesz co boli mnie najbardziej? – Spytała, a jej głos stracił na sile. Opuściła ramiona i ciężkim westchnieniem, ponownie usiadła, kładąc mi dłoń na ramieniu, chcąc bym na nią spojrzała. Posłusznie wyszłam na spotkanie jej oczu i zadrżałam. Nie dość, że skrzywdziłam mężczyznę, to jeszcze zraniłam Klaudię, osobę, która była mi bliska jak siostra. – To, że mi o tym nie powiedziałaś…
- A co miałam ci powiedzieć?! – Krzyknęłam, Uwalniając łzy z kącików oczu. - To mój były, ten przez którego zabiłam swoją przyjaciółkę?!
- Pomogłabym ci! Przecież kochasz Hyun Joong. Nie możesz tego zaprzepaścić, ponieważ spotkałaś Williama, który jak wiesz zdradził cię z twoją przyjaciółką.
            Zamilkałam na moment, przymykając oczy. Otarłam wierzchem dłoni mokre ślady i powróciłam spojrzeniem do twarzy przyjaciółki.
- Właśnie nie wszystko było takie, na jakie wyglądało.
Opowiedziałam Klaudii o swej niedawnej rozmowie ze Smithem. Nie mogłam traktować tego jako rozgrzeszenie i odpuścić mu dawną zdradę, lecz ten ważny fakt postawił go w nowym świetle.
- Uwierzyłaś mu?
- Klaudia… Wiem jaka była Tess. Znałam ją bardzo dobrze i niestety wiem, że była do tego zdolna.
- O kurwa… - Jęknęła, odchylając głowę, wspierając ją na oparciu kanapy. Jej wojowniczość jakby straciła na sile, kolejne słowa wypowiadała już spokojniej. - Ale to nie zmienia faktu, że zachowałaś się jak świnia. Powinnaś pogadać z nim szczerze.
            Pokiwałam zgodnie głową, jednak nie sądziłam, żeby był to dobry pomysł. Ciągle miałam przed oczami jego przepełnione odrazą spojrzenie. Nie wiedziałam, czy wytrzymałabym kolejne takie spotkanie.

* * *

- Tak, byłabym wdzięczna za pani pomoc. – Powiedziałam, odkładając telefon ze złością.
            Od tamtego wieczoru, minęły dwa tygodnie. Nic jednak nie ułożyło się dobrze. Hyun złożył wypowiedzenie, zaraz następnego dnia i nie pojawiał się już w sklepie. Dlatego musiałam dzwonić do pośrednictwa pracy, w poszukiwaniu nowego kuriera. Niechętnie przeprowadzałam rozmowy, gdyż każdy z klientów wydawał mi się nieodpowiedni. Chciałabym by to Hyun ciągle zajmował to miejsce. Na spotkania na klatce tez nie miałam co liczyć, ponieważ mimo, że mieszkał ciągle na górze, unikał mnie jak ognia. Klaudia natomiast ciągle suszyła mi głowę i próbowała przekonać, bym się z nim spotkała. Raz nawet miałam taki zamiar, gdy przypadkowo spotkałam go w drodze do sklepu, jednak ten ominął mnie bez słowa, nie zaszczycając choćby jednym spojrzeniem. Od tamtego czasu nie umiałam znaleźć sobie miejsca i jedyne co pozwalało mi zapomnieć o złamanym sercu, to praca. Przesiadywałam więc w niej prawie całą dobę, wracając do domu jedynie w celu przespania się i zajęcia higieną. Najbardziej nienawidziłam nocy. Zamiast ciemności, majaczyła mi przed oczami odchodząca męska sylwetka i jego uśmiechnięta twarz.
- Znowu to robisz?
            Słowa przyjaciółki, która jak z pod ziemi pojawiła się koło mnie, wyrwały mnie z zamyślenia. Klaudia skrzywiła usta, odstawiając na ladę wielki karton, który przytachała z zaplecza.
- Przestań i idź do niego! Przeproś, powiedz, że go kochasz i żyjcie długo i szczęśliwie!
- Nie potrafię…  - Jęknęłam, udając, że szukam czegoś w laptopie, ustawionym przede mną, jednak gdy kliknęłam na stronę, wyświetlił się brak połączenia. Wszystko od jakiegoś czasu było przeciwko mnie. – Nie potrafię tego zrobić…
            Przyjaciółka oparła się na łokciu i przyjrzała uważnie ekranowi. Zamknęła klapę komputera, zmuszając mnie tym samym bym na nią spojrzała.
- Nie gadaj, że go nie kochasz!
            No i właśnie tego nie byłam pewna. Mimo, że całe moje serce przepełniał ból i życie było bardziej upierdliwe niż zazwyczaj, nie potrafiłam określić jednoznacznie swoich uczuć. W mojej głowie pojawiał się zwykle Hyun Joong, lecz nie wyszedł z niej całkowicie Smith, który od jakiegoś czasu zaczął wpadać do sklepu, bez konkretnego powodu. Choć traktowałam go z dystansem, ten uparcie starał się do mnie zbliżyć. Zarzucał słodkimi słówkami, komplementował, chciał wyciągnąć na miasto, na kolację… Nie miałam ochoty na ani jedną z jego propozycji, ponieważ dręczące wyrzuty sumienia nie pozwalały mi tego zrobić. Nie wiedziałam czy to z powodu miłości, czy tylko dlatego, że czułam się winna, skrzywdzenia Koreańczyka.
            Wzruszyłam ramionami, ponownie otwierając laptopa. Klaudia jednak była nieugięta i ponowiła swoje działania, zamykając go.
- Posłuchaj Nat… - Zaczęła, chwytając mnie oburącz za ramiona i lekko potrząsając. – Może ty nie jesteś tego pewna, lecz ja mam oczy i widzę co się dzieje. Nie mam innego wytłumaczenia tego, że on dwóch tygodni chodzisz jak trup. Kochasz go!
            Naszą rozmowę przerwał dzwoneczek, który zwiastował nadejście klienta. Spojrzałyśmy równocześnie na drzwi, lecz to był tylko Smith. Oczywiście wyglądający jak z żurnala, pachnący, przystojny i szeroko uśmiechnięty. Klaudia, krzywiąc się w niesmaku na widok Anglika, podeszła do niego z zamiarem wyrzucenia go, lecz ten sprawnie ją wyminął, zjawiając się tu obok mnie.
- Pięknie dziś wyglądasz! – Powiedział, schylając się by mnie pocałować. Położyłam mu dłoń na piersi i skutecznie udaremniłam mu ten zamiar. Mężczyzna nie przejął się tym zbytnio, chwytając za moją dłoń. – Masz może ochotę na obiad? Znam świetną restaurację niedaleko i…
- Jesteśmy w pracy jakbyś nie zauważył! – Syknęła Klaudia, mierząc go nieprzyjemnym spojrzeniem. – Poza tym spóźniłeś się Romeo. Już jadłyśmy!
Ten jakby nie dosłyszał kąśliwej uwagi mojej przyjaciółki i ciągle wpatrywał się we mnie z nadzieją.
- Przepraszam, ale mam pracę.
Uśmiech triumfu na twarzy przyjaciółki promieniował na wszystkie strony. Pogwizdując pod nosem wesołą piosenkę, prawie podskakując ruszyła na zaplecze po następne pudło. Gdy tylko zniknęła za drzwiami, William przyłożył dłoń do mojego policzka i pogładził go czule.
- Ciągle masz wyrzuty sumienia z powodu tego faceta? – Spytał, a uśmiech z jego twarzy zniknął. Podniosłam głowę zaglądając mu w oczy. Może faktycznie to tylko sumienie mnie dręczyło? Może prawdziwa miłość, właśnie pukała do mych drzwi, a ja nie umiałam jej dostrzec? – Nie powinnaś się tym zadręczać. Jeszcze się rozchorujesz.
            Z jednej strony miał rację, lecz w pojedynku z przyjaciółką przegrywał o głowę. Tego czego byłam pewna to to, że nie mogę tego zostawić tak jak jest. Musiałam go przeprosić i ta kwestia nie podlegała dyskusji.
- Nie mogę tak tego zostawić. – Było mi przykro, że Will nie rozumiał tej sytuacji. – Skrzywdziłam go i muszę z nim porozmawiać i przeprosić.
            William westchnął i składając delikatny pocałunek na mym czole, skierował się do wyjścia. Uśmiechnęłam się smutno i machając mu dłonią, poczekałam aż drzwi się za nim zamkną. Nie cieszyłam się długo samotnością, ponieważ zaraz potem do pomieszczenia, ponownie wkroczyła Klaudia.
- Ten facet jest jak pijawka! – Jęknęła, stękając głośno, ciągnąc po podłodze kolejne pudło. Przyjaciółka nie przepadała za Smithem i nie ukrywała tego w żaden sposób. – Szkoda, że nie miała jakiejś miotły, by wystrzelać mu nią po ryju!
- Klaudia przestań… - Jęknęłam, pocierając zmęczoną twarz dłońmi. Poprzedniej nocy miałam straszny sen, w którym Hyun i Will strzelając do siebie z pistoletów, a ja wbiegłam pomiędzy nich i oberwałam obiema kulami. Obudziłam się z przeszywającym ciało bólem i nie mogłam już zasnąć.  – Lepiej zajmujmy się tymi kartonami.
            Klaudia uśmiechnęła się przepraszająco, w milczeniu zaczynając przeglądać gadżety z pierwszego pudła. Właśnie wyciągałam na blat mangi, te które nie znajdowały się na półkach, gdy komórka Klaudii zadzwoniła.
- Gentelman… - Zaśpiewała cicho, przyciskając aparat do ucha.
            Uśmiechnęłam się pod nosem, gdy widziałam z jakim ożywieniem, rozmawiała przyjaciółka. Przez moment myślałam, że to Hyun Joong, jednak szybko zdałam sobie sprawę, że to nie on, słysząc w słuchawce kobiecy głos.
- Kto dzwonił? – Spytałam ciekawie, gdy przyjaciółka się rozłączyła.
            Przez chwile, uciekała spojrzeniem na boki, lecz gdy powtórnie o to zapytałam odpowiedziała.
 - Ha Rin mówiła, że Hyun wraca do Korei.
            Ręce, które właśnie kierowałam w stronę pudła, zatrzymały się w połowie drogi. Ostatnio reagowałam tak na wspomnienie Hyuna, a szczególnie, gdy przyjaciółka wymawiała jego imię. Skoro wyjeżdżał znaczyło to, że nie chce mnie widzieć i w ogóle mu na mnie nie zależy.
- I co w związku z tym? 
Nie wiedziałam, czy dobrze zrobię, zjawiając się nagle przed jego mieszkaniem… Może nie ma go w domu? Próbowałam się wychylić, sprawdzając przed kamienicą, czy jego samochód stoi w swoim zwykłym miejscu, lecz przez plakat, który powiesiłyśmy zeszłego tygodnia, nic nie zobaczyłam.
- No nie wiem?! Może powinnaś z nim pogadać?!
- Nie wiem… - Jęknęłam, podchodząc do drzwi i patrząc przez szkło. Po jego Toyocie nie było śladu, więc albo faktycznie nie było go w domu albo przeparkował samochód w inne miejsce. Chociaż nawet jakby był, nie wiedziałam, czy mam w sobie tyle odwagi by stawić mu czoło. - Ostatnio dał mi do zrozumienia, że mną gardzi.
- Na pewno tak nie jest! – Zapewniła mnie gorąco przyjaciółka. Dostrzegłam w jej oczach szatańskie błysk, lecz nie zastanawiałam się co mogą oznaczać. – Ma samolot o 15:30, więc proszę cię Nat, nie spierdol tego!
            Przez resztę zmiany nie wspomniałyśmy ani słowem o Koreańczyku, lecz ja i tak nie mogłam o nim zapomnieć. Ciągle biłam się z myślami. Jedna strona mnie chciała, siąść przy jego drzwiach i czekać na jego powrót, druga zaś wolała się zaszyć pod łóżkiem i wypłakiwać oczy do końca świata.
            Odstawiając kartony na zaplecze, przekręciłyśmy frontowe drzwi, zasunęłyśmy rolety i udałyśmy się do tylnego wyjścia. Miałam już ruszyć za przyjaciółką do mieszkania, lecz zatrzymałam się na pierwszym pokonanym stopniu. Przyjaciółka zatrzymała się na półpiętrze, nie słysząc moich kroków.
- Muszę iść się przewietrzyć… - Weszłam na półpiętro i podałam przyjaciółce teczkę, zabraną z zaplecza i  torebkę, wyciągając z niej wcześniej parę banknotów. – Przemyśleć pewne sprawy…
- Tylko podejmij właściwą decyzję. – Powiedziała przyjaciółka tajemniczo, machając mi na pożegnanie dłonią. - Na razie…

* * *

            Długo błąkałam się po ulicach, wędrując nawet tam, gdzie mnie nigdy nie było. Gdybym przed laty nie zapoznała się z ulicami Westminster w życiu nie wiedziałabym, w którym kierunku podążyć by znaleźć się w domu. Miałam przemyśleć swoje sprawy, a nie posunęłam się w tym ani na krok. Ciągle rozpraszała mnie myśl, że jutro sytuacja sama się rozwiąże i już nigdy nie zobaczę Hyuna. Był jeszcze William, lecz gdy coraz częściej z nim rozmawiałam, dochodziłam do wniosku, że jest egoistą, odradzając mi spotkanie z Hyunem i całkowicie ignorując moje przygnębienie, myśląc, że uśmiech załatwi wszystko. Oczywiście to, że chciał mnie rozweselić było wspaniałe, lecz podejście do sprawy beznadziejne. Zamiast rozwiązać ją, radził zamiecenie jej pod dywan, jakby nic się nie stało.
            Przechodziłam właśnie jedną z ulic, kierując się już do domu, kiedy moją uwagę, przykuła, ciemna rozczochrana czupryna i szczupła sylwetka, siedząca na okrągłym czerwonym krzesłem przed ulicznym barem. Przeszłam na drugą stronę, a moje serce podskoczyło do góry. Miałam nadzieje, że to Hyun, lecz gdy podeszłam bliżej mężczyzna odwrócił się i pomaszerował do swojej dziewczyny, która właśnie go zawołała. Wzdychając z rozczarowaniem, powlekłam się do barku i usiadłam na wysokim, chybotliwym krześle. Położyłam głowę na ciepłym blacie, klejącym się od tłuszczu i jęknęłam.
 - Witamy! – Zabrzmiał mi tuż koło uszu, niski głos. Zerwałam się natychmiastowo, chcąc przeprosić. Tuż przede mną w budce, znajdował się starszy, postawny mężczyzna, uśmiechający się do mnie przyjaźnie. - Tu kebab bardzo dobre!
            Ach, Arab! – Pomyślałam słysząc jego śmieszny akcent i niezbyt poprawny angielski. Przyjrzałam się dokładniej mężczyźnie. Kształt jego sylwetki przypominał trochę butelkę od piwa. Ramiona miał wąskie, dół natomiast był nieproporcjonalnie szeroki. Ubrany był w biały fartuch, z pod którego wystawała niebieska koszulka z czerwonym autobusem. Twarz miał przyjemną, choć w większości przykrytą ciemnym obfitym zarostem, przetykanym w niektórych miejscach siwizną, a długie włosy spiął gumką. To co wzbudziło moją ciekawość, to jego oczy. Duże, ciemne, pełne rozbawienia i przede wszystkim ciepłe.
- Nie chcę kebaba! – Wdychając w nozdrza, zapach potrawy, szybko zrezygnowałam z jej spożycia. To, że budka nie miała klienta w piątkowy wieczór niezbyt dobrze świadczyło o wybitności kulinarnej starszego mężczyzny. - Muszę się napić…
- Mam Raki, bardzo dobry wino! – Krzyknął jakby spodziewał się odmowy, na zaproponowaną potrawę, uniósł w dłoniach butelkę jasnego trunku. - Turecki wino!
            Butelka nie wyglądała źle, lecz nie wiadomo jakby na mnie zadziałał nieznany mi alkohol. Nie miałam ochoty eksperymentować z czymś, co pierwszy raz widzę.
- Wódka… - Jęknęłam, podpierając brodę dłonią.
- Wódka? – Spytał zaskoczony, jakby pierwszy raz słyszał tą nazwę. Pokiwałam głową i już miałam wstać, gdy mężczyzna trzasnął otwartą dłonią w tłusty blat i zaśmiał się głośno. - Tak pani ma bardzo dobry wódka!
            Roześmiałam się szczerze, co nie zdarzyło mi się od kilku tygodni, z tej jawnej radości mężczyzny. Widać, że miał niewielu klientów, lecz starał się ich zatrzymać wszelkimi siłami.
 - Niech pan poda! – Krzyknęłam, opanowując śmiech.
Gdy mężczyzna wyciągnął małą buteleczkę, skrzywiłam się, kręcąc przecząco głową. Dopiero za trzecim razem, gdy na blacie pojawiło się 0,5 litra czystego alkoholu, przytaknęłam głową. Mężczyzna postawił przede mną kieliszek i polał, do wysokiej szklanki wlewając mi jednocześnie pomarańczowy sok. Po kilku kieliszkach, wypitych prawie, że jeden po drugim, rozluźniłam się.
- Ratuje mi pan dzisiaj życie.
- Nie pan… - Mężczyzna skłonił się w iście królewskim stylu i zaraz potem podał mi swą dużą dłoń. - Ja Muhammed Ali Bambi!
            Parsknęłam śmiechem, słysząc jego zabawne nazwisko, jednak nie skomentowałam go nie chcąc zrobić mu przykrości, lub wywołać jakieś międzynarodowej wojny. Uścisnęłam z ochotą jego dłoń, również się przedstawiając.
- Ty takie smutny! – Jęknął Stary Turek, nalewając mi kolejny kieliszek. Uniosłam brwi w zdziwieniu, chwaląc w duchu spostrzegawczość mężczyzny. – Widzę to w oczy. Co się stać?
- Stać się to, że jestem nieszczęśliwie zakochana. – Alkohol robi swoje! Już nawet zaczęłam mówić łamaną angielszczyzną. Stary Turek chwycił się za brodę, chwile się zastanawiał, jakby szukając odpowiednich słów, by mi odpowiedzieć, a po chwili krzyknął, przez co o mało nie spadłam z ruchliwego krzesła.
- Nie kocha?
- Właśnie kocha!
- Kogo?
            Znów przechyliłam kieliszek, krzywiąc się z powodu mocnego alkoholu, palącego mi gardło. Podparłam głowę dłonią i zapatrzyłam się w jego ciemne, przepełnione ciekawością oczy.
- No właśnie nie wiem…
- Natalia… – Zaczął poważnie, przykładając dłoń do swojej lewej piersi. – Serce zawsze wie, kogo kocha. Ty musisz słuchać serce i wtedy on ci powie prawda.
            Nie wiem czy sprawił to spożyty alkohol, czy może zaufanie, jakie wzbudził we mnie Ali, lecz nagle mój język się rozwiązał, a słowa zaczęły wypływać z moich ust jak woda spływająca z wodospadu. Opowiedziałam Bambiemu o Williamie, szczerze mówiąc mężczyźnie o moich obawach, a także i uczuciach, jakie we mnie wzbudzał, a kończąc na opowieści o fantastycznych chwilach, których zaznałam z Hyun Joong.
- Hyun Joong nie chce mnie znać! – Powiedziałam z żalem, a oczy zaszły mi łzami. Byłam już przy końcówce butelki, a z każdym wypitym kieliszkiem coraz mocniej bujałam się na wysokim krześle. - Gardzi mną i wyjeżdża juto do Korei!
- To, z którym ty w końcu być?! – Jęknął łapiąc się za głowę. Spojrzałam na niego niepewnie, spod półprzymkniętych powiek. Czyżby moja historia okazała się, aż tak pokręcona? Zacmokał cicho i wyciągnął z pod lady dwie identyczne butelki z napojem. – Jedna to Will, dwa to Hyun, która ty wybrać?
- Tylko jedna, to nie harem!- Kiedy wyciągnęłam obie ręce, mężczyzna cofną dłonie i pokręcił przecząco głową. – Spytaj serce!
            Przyjrzałam się dokładnie butelkom, lecz nie dopatrzyłam się żadnej różnicy. Tak samo było z mężczyznami, więc pewnie, dlatego użył tych samych butelek. Zamknęłam oczy chcąc spróbować uruchomić serce w tym pojedynku, tak jak radził Ali, lecz nie wiedziałam jak się do tego zabrać. Pomyślałam o Williamie, próbując sobie wyobrazić jego obraz. Udało mi się, lecz jego twarz po paru sekundach zniknęła, zostając zastąpiona przez uśmiechnięte oblicze Hyun Joong. Serce zabiło mi mocno jakby dając znać, a w brzuchu rozpętała się istna burza jakby mi tam coś siedziało.  
            Uradowana, otworzyłam szeroko oczy i złapałam się za pierś. Spojrzałam niepewnie na Turka, który schował już pokazane mi butelki. Uśmiechał się promiennie, z czego wynikało, że wiedział. Albo ten facet był moją dobrą wróżką lub aniołem stróżem albo najlepszym psychologiem na świecie. 
- Dziękuje ci Ali! – Wrzasnęłam szczęśliwa, i wdrapałam się na chybotliwe krzesło, by uściskać Bambi’ego. Pocałowałam go w jego zarośnięty policzek, pokryty licznym zmarszczkami i zeszłam na ziemie, stając na chwiejących się nogach. – Muszę iść załatwić sprawę z pewnym Koreańczykiem.
- Powodzenia kochana! – Wydobyłam z kieszeni banknoty i wręczyłam je mężczyźnie, ten jednak schował dłonie do fartucha, nie przyjmując zapłaty. Nie chcąc robić sobie długów, Położyłam je na blacie, przyciskając kieliszkiem i ruszyłam chybotając się na nogach, w stronę domu. Z oddali doszedł mnie jeszcze jego śmiech i niski głos. - Przyjdzie kiedy na kebab z narzeczony!